
Zdjecia zrobilam w niedziele , kiedy zolnierz mial wolne , a juz dzis z tych kwiatow zrobily sie kabaczki i w postaci smazonych i kotlecikow zostaly zjedzone na obiad.
Na obiad byly tez pierwsze papryki w sosie z zeszlorocznych jeszcze sloikow z sosem pomidorowym.
Wiatr polamal bazylie wiec juz cudownie pachnie w domu ( byly trzesienia ziemi, takie sredniej paniki).

A z tego skromnego kwiatka bedzie baklazan. Zacznie sie okres salatek i musaka( az za duzo roboty).
A z tego powinny byc granaty. Powinny , boco rok pieknie kwitna , zaczynaja sie pokazywac i nagle spadaja. Jak nadal bedzie tak wiac to i w tym roku sie nie doczekamy domowego granata.
A tutaj sa moje osobiscie wsadzone ozdobne dynie. Prawie nie podlewane dzielnie daja sobie rade.
Obiad byl uroczysty - jagniecie ( Grecy uwielbiaja piec je z ...glowa ale nasza rodzina na to nie moze patrzec) i z boku kurczak kebab. Nikt nie zgadl , ktory zolnierz jest moj, ale podobalo mi sie stwierdzenie, ze wszyscy sa zieloni. To fakt ! Zieloni na zewnatrz i zieloni wewnatrz! Chlopcy pelni marzen , nadziei i wiary. Miejmy nadzieje , ze dadza sobie rade w doroslym zyciu.
Kto sie wymieni ? Wysylam slonce i czekam na deszcz !
















Kazdy ma swoj indywidualny charakter.





























W przedsionku przed nawa zawsze sa trzy rzeczy. To rzezbione cudo w ktorym sa swiece do zapalenia przez wiernych, miejsce na nie i 2 ikony- Matki Boskiej z Dzieciatkiem i Patrona kosciola.


