W samochodzie oprocz nas dwojga , 3 dzieci- mlodziezy, tesciowej bylo jagniatko na roznie wcisniete miedzy mnie z M. na kolanach i N.
Wszystko bylo gotowe na rozpoczecie swietowania.
Ogien juz gotowy.
Tradycyjne lupanie jajek. Nie pamietam kto wygral, ale na pewno nie bylam to ja. Do kawy byla pita ze szpinakiem i cureki ( drozdzowe ciasto ) robione zawsze w Wielka Srode .
Nasze dzialkowe irysy zawsze nam kwitna na Wielkanoc.
Na innych klombach szykuja sie maki.
Dzieci szukaja ukrytych jajek czekoladowych i cukierkow. Nagrode dostal M. bo znalazl najwiecej, nagrode dostala i Ch. bo znalazla blekitne jajeczko, nagrode dostal i N. no bo wzial laskawie udzial w poszukiwaniach pomimo powaznego wieku 20 lat na karku.
W miedzyczasie popijalam sobie kawe.
Odbyly sie tez zawody na kije od szczotki.
Kwiatki zachwycaly.
Dzieci sobie poszly na dlugi spacer z kijami potrzebnymi w razie spotkania ze zmija, albo dzikimi psami. W kieszeni mialy i kielbase, aby sie z tymi psami skumplowac.
Pobliska wioska Anatoli .
Kwiatki rosly.
Nastepna kawa.
Dzieci wrocily ...
....raczej wykonczone.....
Zgadlyscie dlaczego moj trawnik nie przypomina pola golfowego. zawsze omine jakis kwiatek, jakas kepke roslinek, a nawet badyl , bo ciekawe co z niego wyrosnie. Janis tego bardzo nie lubi, ale nie moge sie powstrzymac i bardzo mnie to bawi.
